Wypełniona po brzegi sala, mnóstwo oficjeli, polityków różnej maści. Debata na temat stosunków Rosja-Unia Europejska. W roli mówców dziennikarze, decydenci UE i ... przedstawiciel Rosji przy UE. Pełna godzina paplaniny, rozmów, dyrdymałów na temat Rosji i ostatniej głośnej sprawy Khodorkovsky'ego. Kłótnie, przekrzykiwania, wzajemne przerzucanie się strategiami ze szczegółowymi omówieniami, która racja jest bardziej mojsza niż twojsza, a jeśli mojsza to czy prawdziwsza od twojszej.
Co robi w tym czasie rosyjski dyplomata?
Ze znudzeniem spogląda na zegarek, czasami się uśmiecha, ironizuje, wydaje się być zmęczony jałową dyskusją. Jako ostatni zabiera głos. Dziękuje za zaproszenie, ceni sobie współpracę i krótko wyraża swoje stanowisko: "Khodorkovsky jest winny" po czym oddaje głos prowadzącej. Gdybym chociaż w minimalnym stopniu był "Europejczykiem" pewnie poczułbym się jak szmata. Na szczęście jestem Polakiem to i braci ze Wschodu znam doskonale, dlatego też powszechne oburzenie na sali jakoś na mnie nie podziałało. Prosty - jeden z wielu - przykład rosyjskiej buty. Można podpisywać tony dokumentów o wzajemnej współpracy, cedzić miłe słówka, jednak nic to nie zmieni. Jaka Rosja jest każdy widzi. No może nie każdy. Ostatnie polskie umizgi pokazały, że ktoś tutaj liczy na cuda. A, że cudaków w rządzie mamy pod dostatkiem to i z polityką międzynarodową w Polsce jest jak z lampą Alladyna. Klęcząc głaszczemy wszystko i wszystkich, ale ten uparty Dżinn nie chce nam jakoś z tej lampy wyleźć i spełnić chociaż jednej najmniejszej prośby. Jak już możemy liczyć na cuda, to jest to co najwyżej cudowne rozmnożenie lampek na lotnisku, zniknięcie połowy salolotu czy też cud opóźnionych zgonów.
Łażąc z tą feralną lampą pokazujemy wszystkim jaka jest zadbana, jak się z nią dobrze czujemy i jak ona dobrze czuje się z nami. Naszym nieszczęściem jest tylko, to że od głaskania i pocierania mamy już odciski i rany na łapach, a arogancki Dżinn wyłazi z niej w najmniej oczekiwanych momentach. I tak np. ukazał się przy budowie North Streamu, przekonując, że gas nad naszymi głowami to spełnienie wszelkich marzeń. Wyłazi z niej ostatnio, co kilka dni, twierdząc, że wyjaśnienie katastrofy smoleńskiej nie jest dla nas aż tak istotne, więc nasz TU-154 nie musi być garażowany. Dżinn obecny jest też przy naszych negocjacjach z Gazpromem. Dzięki swojej magicznej mocy jest w stanie omamić naszych decydentów tak, by zapomnieli co to jest gaz łupkowy i przekonać, że Nabucco to nie jest żadna tam energetyczna alternatywa dla Polski tylko kolejna postać z Pokemonów. Potrafił również w ostatnich dniach przekonać Polaków o terrorystycznych zapędach, niejakiego Zakajewa, który nie raz zaszedł za skórę naszemu magicznemu Panu.
I tak nasi politycy wierni swej narracji o cudach dają się ogrywać na każdym kroku. To, że Dżinn będzie wstrętny dla nas przez kolejne lata nie ulega najmniejszej wątpliwości. Ostatnie rejestracje domen internetowych, kojarzących Putina z rokiem 2012 zapowiadają, że car będzie rządził spokojnie do połowy lat 20. XXIw. W tym czasie polskie kondominium, jeśli nikt nie weźmie się poważnie za politykę, zostanie podporządkowane całkowicie rosyjskiej strefie wpływów. Co więcej, nasi alladynowie, zwłaszcza taki jeden z wąsami, dzielą się swą magiczną lampą z innymi. Ostatnio nawet zachęcali do pocierania Gruzinów, którzy odmawiając owej czynności, zostali odtrąceni.
Marzy mi się prawdziwy mąż stanu, który pieprznąłby tą cudowną lampą o ziemie, wstał z kolan i wyraźnie zawalczył o polskie interesy w Europie. Niestety, Polska to dziwny kraj i odnoszę wrażenie, że na wyjaśnieniu tragedii smoleńskiej zależy bardziej jakimś republikańskim politykom w USA (vide Peter T. King) niż polskim dziwkom medialnym, które wolą spijać z dziubka biłgorajskiego prostaka i latać z mikrofonem w tłumie krzyżowców i tarasów, podniecając się przy tym niezmiernie i licząc na Pulitzera za zebranie w swoich mikrofonach większej ilości k.... i ch..... na Krakowskim.
Źle się dzieje w państwie polskim, kiedy o korzystną dla naszej racji stanu dywersyfikację dostaw gazu bardziej troszczą się unijni dyplomaci niż my sami. Ogarnijmy się, więc z tego letargu, porzućmy kompleks Bartoszewskiego i zacznijmy walczyć, bo wkrótce nawet i na walkę może być za późno...



pozdrawiam pesymistycznie